Wspomnienie o Izabelli Montowskiej, Prezes Bydgoskiej Rodziny Katyńskiej


„Pamięć o Zbrodni Katyńskiej nie dała się zgładzić…”

To do bólu prawdziwe stwierdzenie kryje w sobie tragiczny los prawie 22 tysięcy ofiar sowieckiej zbrodni, jak i losy ich bliskich. Jedną z nich była śp. Izabella Montowska, córka ppłk. Stanisława Nałęcz-Komornickiego, jeńca obozu w Starobielsku, zamordowanego w Charkowie wiosną 1940 r.

Izabella Montowska

Prezes Bydgoskiej Rodziny Katyńskiej w latach 2007-2017

 

Była jedną z tysięcy córek, półsierot, wychowanych bez ojca. Z matką-bohaterką, która walczyła, by – bez względu na okoliczności – zapewnić dzieciom w miarę normalny dom. Od końca lat 80. XX wieku, przez prawie trzy dekady, zrobiła co w ludzkiej mocy, by pamięć o ofiarach Zbrodni Katyńskiej, w tym Jej ojcu ppłk. Stanisławie Nałęcz-Komornickim, trwała.

Urodziła się w 1934 r. z matki Izabelli z d. Szulc i Stanisława Nałęcz- Komornickiego. Gdy wybuchła II wojna światowa miała pięć lat. Pytana, czy pamięta Tatę, mówiła:

Raczej nie.

Wywoływane z odległej przeszłości obrazy rodzinnego domu były kwintesencją wspomnień i odbitek rodzinnych fotografii, które podarowali krewni. Pamiętała za to wojskowy but. Wysoki, taki, jaki nosili oficerowie. Gdy Ojciec wracał do domu, wiedziała, że będzie zabawa.

Tatuś huśtał mnie na nodze. Stąd ten but. Mnie chyba najbardziej brakowało Ojca – wspominała.

Ppłk Stanisław Nałęcz-Komornicki był zawodowym oficerem (pracował kilka lat w Ministerstwie Spraw Wojskowych w Warszawie, potem był w Gnieźnie). W 1938 roku znalazł się w Brodach. Dowództwo jednostki znajdowało się w Tarnopolu. Stamtąd poszedł na wojnę. W nieznanych okolicznościach dostał się do sowieckiej niewoli. Trafił do obozu w Starobielsku.

Wspominała Pani Iza, że pierwsze miesiące sowieckiej okupacji nie były najgorsze.

W naszym domu zamieszkali radzieccy oficerowie. Mamusia mówiła, że byli eleganccy, porządnie się zachowywali. Ci, którzy nadeszli w „drugim rzucie”, wypędzili nas z mieszkania. Trafiliśmy do leśniczówki pod Brodami, która należała do znajomych Taty.

Ostatnią kartkę Ojciec Pani Izabelli napisał 3 kwietnia 1940 r. Wtedy właśnie rozpoczęły się wywózki ze Starobielska. Jeńców przewożono do odległego o ponad 200 km Charkowa, gdzie byli zabijani strzałem w tył głowy w siedzibie NKWD. Ciała grzebano w Piatichatkach pod Charkowem.

W czasie, gdy życie Stanisława Komornickiego zostało tak brutalnie przerwane, jego żona i dzieci jechały w wagonach bydlęcych do Kazachstanu.

Przyszli po nas w nocy 13 kwietnia 1940 roku. Oficer był chyba dobrym człowiekiem. Widząc kobietę z trójką dzieci kazał pakować jak najwięcej rzeczy właśnie dla nas. Żołnierze pomagali przenosić pakunki na dworzec. Nania Irka pobiegła do NKWD i dobrowolnie wpisała się na listę. Mama nieraz wspominała, że bez niej nie przetrwalibyśmy wywózki – podkreślała pani Izabella.

Początkowo rodzina przebywała w miejscowości Bolszoj Izium nad Irtyszem.

Pamiętam straszną powódź i wielki ryk bydła. Te obrazy dopadały mnie, gdy byłam już na studiach. Do końca życia Syberia będzie mi się kojarzyć z wielkim głodem, tyfusem i pluskwami. Chcąc uniknąć tego świństwa latem mama wyciągała sienniki przed ziemiankę. Leżeliśmy pod gołym niebem, cudownym zresztą, a ona opowiadała nam, jak to było w Polsce…

Potem była Dżaksa i wieś Wieremiejewka, niedaleko Dniepropietrowska. Do Polski Izabella Komornicka z dziećmi wróciła w 1946 r. Do końca życia nie wierzyła, że straciła męża.

Byłam u Ojca siedem razy. U Ojca czyli w Starobielsku i miejscu kaźni, które zostało odkryte dzięki prof. Natalii Lebiediewej z rosyjskiego „Memoriału”. Byłam też na otwarciu cmentarza wojennego w Charkowie w 2000 roku – wspominała.

Od powstania Rodziny Katyńskiej Izabella Montowska całym sercem angażowała się w prace stowarzyszenia. W 2007 r. została prezesem Bydgoskiej Rodziny Katyńskiej.

W 2010 r. wraz z członkami rodzin ofiar brała udział w uroczystym poświęceniu Krzyża Katyńskiego, który stanął na symbolicznym cmentarzu przy kościele pw. Polskich Świętych Braci Męczenników.

Kolejnym projektem Rodziny, w który Pani Iza tak bardzo się zaangażowała było przygotowanie symbolicznych kwater ofiar Mordu Katyńskiego pod Krzyżem Katyńskim. W kwietniu 2015 r., podczas uroczystości poświęcenia nowych tablic, mówiła: 

Wywabianie białych plam z historii jest zabiegiem delikatnym i długotrwałym, bo przecież za słowami, które fałszowano lub przemilczano tak długo, stoją losy konkretnych ludzi – naszych bliskich. Ból prawdziwy naszych osieroconych rodzin – dodała.

Z wykształcenia była inżynierem technologii drewna, prywatnie żoną Andrzeja Montowskiego, prawnika, syna Jana Montowskiego, lekarza chirurga, zamordowanego w Bydgoszczy jesienią 1939 r. przez Niemców.

 

Pozostanie w naszej pamięci jako osoba niezwykle otwarta, która z uwagą i zainteresowaniem wsłuchiwała się w drugiego człowieka.

 Hanka Sowińska